09 maja 2012

Latanie

Lot od trzech lat zaległy odbył się wreszcie.  Młodsza dwie godziny przed szalała tak, że miałam ochotę ją związać i usiąść na tobołku, żeby się nie szamotał. W samolocie jednak zebrała się do kupy i dumnie prezentowała się w słuchawkach, podsłuchując rozmowy pilota, informacji i naszego dialogu. Nie przestraszyła się ani na moment, nawet gdy pilot dla draki machał skrzydłami i przechylał samolocik w ciasnych skrętach.

Inezka zadowolona niezmiernie... uczucie oderwania od ziemi, wolność w powietrzu i przestrzeń- mogłabym się uzależnić od latania. Mogłabym tak żyć, tak pracować :) Już zaplanowałam powtórkę. A kolejny lot zafunduję sobie na lotni. Niesamowite wrażenie musi robić lot bez kadłuba, z twarzą wystawioną do słońca i wiatru!

Ps. Wypełniam w gabinecie książeczkę dla nowo kupionego szczeniaka. Właściciel podpowiada imię, wiek, płeć, kolor- wpisuję, mrucząc pod nosem. Rasa mieszaniec, mamroczę sobie. Właściciel przerywa,   zaskoczony- mieszaniec? a miał być  kundel!


08 maja 2012

starcie z kurzem

Remont zmienia sposób patrzenia na domową rzeczywistość , czuję się dziś jak śpiąca królewna obudzona po latach.

nie wiadomo od czego zacząć wracanie do codzienności
nie wiadomo co zrobić najpierw, w co włożyć ręce
właściwie to nie wiem czy warto choćby zaczynać
to ja może posiedzę i posłucham...

07 maja 2012

Falstart

Kolejne podejście do latania i kolejny rozpęd bez sensu. Telefon poderwał nas wczoraj na nogi, biegiem zapakowano towarzystwo do auta i na trasę! Po drodze zastanawialiśmy się jak to będzie, młoda próbowała odgadnąć kolor samolotu, generalnie tematyka i słownictwo lotnicze na tapecie.

Zanim dojechaliśmy, nad miastem rozpętała się burza.

Wypiłam z pilotami kawę w hangarze i wróciłam do domu. Jedyne osiągnięcie- zdjęcia młodej  na lotni i w samolocie. Pozwolili jej usiąść na fotelu pilota, ze słuchawkami na uszach. Szczęściu nie było końca! Aż się boję co będzie, jak poleci naprawdę.

Poza tym leje, a jak nie leje to chociaż pada. Taka odmiana.

04 maja 2012

Euro spoko

Koko koko króluje na forach i blogach, i budzi skrajne emocje- od zachwytu że dowcipnie i z dystansem, po głębokie zniesmaczenie. A mnie sytuacja bawi niezmiernie, i te buzujące emocje też.

Bo że wiocha, to prawda, ale każdy kraj ma swoją wiochę. Wstydzi się jej mniej lub bardziej. Na ogół ilości wiochy ten wstyd nie zmniejsza. I że w ucho wpada, też prawda, zwłaszcza że tekst baaaaardzo nieskomplikowany. Moja pięciolatka już śpiewa refren.Jest energicznie, z przytupem i hołubcem. Myślę, że piosenka wybrana została trochę ze złości na  tych uznanych, którzy nie stworzyli niczego godnego uwagi. Na przekór, żeby gwiazdy nie zarobiły, skoro nie zasłużyły na uznanie. A nie zasłużyły, trzeba to przyznać.

Myślę jednak, że światu jest to doskonale obojętne. I nasza wiocha, i nasz wstyd. A potupać do rytmu lubią wszyscy, zwłaszcza na dużych imprezach i po piwie.

Ps. bez w całym domu... bez i konwalie. Uwielbiam maj. I nienawidzę szczerze.

02 maja 2012

Zdjęcie

Zdjęcie z majowego lasu, ze spaceru rodzinnego, świątecznego. Konwalie w lesie kwitną, bzy przy drogach, upojenie zapachowe gwarantowane.

01 maja 2012

plany diabli wzięli

Burza letnia zepsuła lotnicze plany. Buuu....
Za to pachnie deszczem, bzem i mokrym asfaltem. Kwiaty jabłoni lśnią w świetle, pszczoły grają basowe melodie. Piękne zdjęcia zrobiłam...
 Chociaż z samolotu byłyby pewnie piękniejsze.
No nic, może w piątek.

Szybki skok ciśnienia

Kto, oprócz męża oczywiście, potrafi doprowadzić mnie do furii w 3 sekundy?

 Teściowa, oczywiście.

Wielkimi krokami zbliża się ślub brata mojego męża. Im bliżej, tym więcej głupot i pierdół urasta między przyszłą synową a przyszłą teściową do rozmiarów problemu, ale dziś przegięła i trafiło na mnie. Zaprosiła bez naszej wiedzy i zgody ciocię z daleka- na pobyt przed ślubem i nocleg. Wszystko dobrze, tylko zaprosiła ją do mnie, nie do siebie. Nie raczyła nawet zadzwonić żeby mnie o tym choćby poinformować. Pannie młodej powiedziała zaś, że nie będziemy na błogosławieństwie, chociaż R. będzie świadkiem, bo ciocię ktoś musi do  kościoła dowieźć. Nie ona, oczywiście, tylko ja albo on!

Teściowa moja mieszka 20 km stąd- sama, będzie jechać autem na ślub i wesele sama, ale to ja  mam ogarnąć siebie, męża, dwójkę dzieci, kogoś do opieki nad nimi i niańczyć ciocię? W dodatku nie pytana o zdanie?  Nie pozwolę sobie na to, żeby ktoś mi się do tego stopnia z butami w życie ładował i planował mi ten dzień. W życiu.

Puentą całej historii jest to, że dowiedziałam się o wszystkim przez telefon od młodej, która dzwoniła rozżalona że nie będzie nas na błogosławieństwie. Szczęka mi opadła ze zdziwienia.