Jadę jutro delektować się muzyką i wolnością.
Jestem pełna emocji i pełna oczekiwań. Tęsknię za tą atmosferą.
I tylko nie wiem w co się ubrać, bo codzienne legginsy się nie sprawdzą.
19 lipca 2012
15 lipca 2012
Ten dzień jest porażką
Ten dzień, dzisiaj, jest straszny... i cieszę się, tak bardzo się cieszę że się kończy! Dzisiaj czuję się jak chodząca porażka pedagogiczna. Nie potrafiłam radzić sobie z własnymi, małymi jeszcze przecież dziećmi. Dziś jest dzień kiedy wydzierałam się na nie, bo nic innego nie skutkowało. Darcie się zresztą też nie dało rezultatu...
Młoda wyprowadziła mnie z równowagi głupimi komentarzami i robieniem mi na złość. Pozwala sobie na ignorowanie poleceń i na ironiczne komentarze, udaje że nie rozumie istoty polecenia. Boję się co będzie kiedy wejdzie w okres dorastania.
Nie umiałam położyć spać młodszego, wstawał w łóżeczku milion razy. Kiedy wychodziłam wybuchał histerycznym płaczem. W końcu, ze złości, popłakałam się i ja. I nie wiem co dalej- uczyć go zasypiania samemu, jak kiedyś? Jak go uczyć, kiedy wstaje jak tylko wychodzę z pokoju i płacze aż się zanosi? Wchodzić i uspokajać, a potem wychodzić znowu? To nie skutkuje. Przetrzymać go, niech płacze aż uśnie? Straszny sposób. Naprawdę nie wiem co robić.
Młoda wyprowadziła mnie z równowagi głupimi komentarzami i robieniem mi na złość. Pozwala sobie na ignorowanie poleceń i na ironiczne komentarze, udaje że nie rozumie istoty polecenia. Boję się co będzie kiedy wejdzie w okres dorastania.
Nie umiałam położyć spać młodszego, wstawał w łóżeczku milion razy. Kiedy wychodziłam wybuchał histerycznym płaczem. W końcu, ze złości, popłakałam się i ja. I nie wiem co dalej- uczyć go zasypiania samemu, jak kiedyś? Jak go uczyć, kiedy wstaje jak tylko wychodzę z pokoju i płacze aż się zanosi? Wchodzić i uspokajać, a potem wychodzić znowu? To nie skutkuje. Przetrzymać go, niech płacze aż uśnie? Straszny sposób. Naprawdę nie wiem co robić.
12 lipca 2012
owocowy powrót
Maseczka ogórkowa, zupa ze świeżych pomidorów, pierogi z jagodami (nie ma już, wyszły niemal natychmiast po zrobieniu!), dżemu dwa gary i wiśnie w syropie.
Ręce urobione w przetworach.
Warzywno- owocowy, letni powrót do rzeczywistości.
A tu pada, nie pada, leje, pada, świeci słońce, leje, nie wiadomo czego się spodziewać za pięć minut.
I roboty w cholerę...
Ps. na deser walka z wrzeszczącym młodszym, który chciał- żądał-rozkazywał żeby ktoś został z nim w pokoju kiedy miał zasypiać.
Sąsiedzi sądzą, że usypiałam go łamiąc po kolei paluszki.
Ręce urobione w przetworach.
Warzywno- owocowy, letni powrót do rzeczywistości.
A tu pada, nie pada, leje, pada, świeci słońce, leje, nie wiadomo czego się spodziewać za pięć minut.
I roboty w cholerę...
Ps. na deser walka z wrzeszczącym młodszym, który chciał- żądał-rozkazywał żeby ktoś został z nim w pokoju kiedy miał zasypiać.
Sąsiedzi sądzą, że usypiałam go łamiąc po kolei paluszki.
08 lipca 2012
Jonnys
Nadaję stąd, gdzie wczoraj przywitała nas tęcza na wyciągnięcie ręki i pyszna kolacja. Spałam jak nigdy!
Od rana dałam się namówić na gimnastykę Qi-gong. Cudowne jest ćwiczenie z bosymi stopami w mokrej od rosy trawie, z twarzą do słońca, z widokiem na góry. Jestem zrelaksowana i chyba złapałam bakcyla :)
Szczęście jest na wyciągnięcie ręki kiedy tak siedzę na tym tarasie, dopijam kawę z muzyką na uszach i widokiem na górski potok. Leon śpi, Milena biega po ogrodzie, tata biega za nią. Żyć, nie umierać!
I tak do środy :)
Od rana dałam się namówić na gimnastykę Qi-gong. Cudowne jest ćwiczenie z bosymi stopami w mokrej od rosy trawie, z twarzą do słońca, z widokiem na góry. Jestem zrelaksowana i chyba złapałam bakcyla :)
Szczęście jest na wyciągnięcie ręki kiedy tak siedzę na tym tarasie, dopijam kawę z muzyką na uszach i widokiem na górski potok. Leon śpi, Milena biega po ogrodzie, tata biega za nią. Żyć, nie umierać!
I tak do środy :)
07 lipca 2012
z gór
Nadaję z gór, z miejsca gdzie telefon zgubił zasięg na amen, ale internet działa bez zarzutu.
Pięknie tu, obłędnie pięknie!
Na ogromnym tarasie sączę doskonałe piwo i obserwuję chmury pojawiające się zza szczytu. Nogi na poduszkach, niebo w gębie, głowa w obłokach :)
Pięknie tu, obłędnie pięknie!
Na ogromnym tarasie sączę doskonałe piwo i obserwuję chmury pojawiające się zza szczytu. Nogi na poduszkach, niebo w gębie, głowa w obłokach :)
06 lipca 2012
wybywanie
Jutro wyjeżdżamy. Całe szczęście, nie przespałam ostatnio w nocy więcej niż 4 godziny i padam na pysk. Do tego ukrop lejący się z nieba... jestem wykończona.
04 lipca 2012
Wakacji troszeczkę
Dwa dni laby ( młoda wybyła z domu na wakacje do babci ) narobiło mi apetytu na więcej. Nie wiedziałam co zrobić z tym nadmiarem dobroci ;) No bo w dwa dni to nawet przyzwyczaić się do takiej sytuacji nie zdążyłam. A potem odebrałam telefon że młoda pokasłuje i że mam ją zabrać, żeby nie rozchorowała się przed wyjazdem. W każdym razie już jest powrócona w domowe pielesze i bardzo z tego powodu rozczarowana. Ja po cichu też. Obie liczyłyśmy na więcej.
Pojutrze wyjazd rodzinny w okolice kotliny kłodzkiej. Przede mną coś czego nie znoszę- pakowanie czterech osób. Pakowanie na czas i pod presją.
Ps. Niepokojąca cisza w domu zapadła kiedy pisałam pierwszą część posta. Młodszy w tym czasie zdążył odkryć zawieszkę zapachową w sedesie...No taka zabawka, a rodzice schowali!
Pojutrze wyjazd rodzinny w okolice kotliny kłodzkiej. Przede mną coś czego nie znoszę- pakowanie czterech osób. Pakowanie na czas i pod presją.
Ps. Niepokojąca cisza w domu zapadła kiedy pisałam pierwszą część posta. Młodszy w tym czasie zdążył odkryć zawieszkę zapachową w sedesie...No taka zabawka, a rodzice schowali!
Subskrybuj:
Posty (Atom)